|
Co tu dużo mówić – „Debiut” to debiut, jakich na naszym rodzimym rynku naprawdę mało. Bo oto (jak sam o sobie mówi) „zduńczony Polak” (a do tego zawodowy muzyk!) Czesław Mozil proponuje nam wyprawę w zupełnie kolorowy świat, gdzie problemy żaby przeplatają się z losami babeczki, która uciekła z całkiem wesołego miasteczka, a książę Mieszko i jego żona Dobrawa wymieniają się z utraconym cukierkiem. Jakkolwiek abstrakcyjnie to nie brzmi, warto przekonać się, o co naprawdę chodzi Czesławowi. Choć teksty nie należą do niego (powstały bowiem na czacie przy współpracy Michała Zabłockiego i obecnych wtedy internautów), są przez niego zaśpiewane w tak niesamowity sposób, że trudno sobie wyobrazić na ich miejscu jakiekolwiek inne. Dramaturgia, niekiedy nawet lekkie zawodzenie Czesława, jego teatralność i szereg uczuć słychać w każdym utworze tak dokładnie, że bez problemu można sobie wyobrazić, że np. samemu znajduje się taką „Maszynę do świerkania” (promującą zresztą całą płytę), a co z nią dalej… to już pozostawiam wyobraźni słuchaczy. Nie tylko lirycznie, ale i muzycznie „Debiut” zadziwia i zachwyca swoją świeżością. Sam autor określa swoją muzykę jako kabaretowy punk, ale na płycie słychać mnóstwo różnych instrumentów – począwszy od akordeonu, poprzez mandoliny, trąbki, wibrafon, saksofon, na waltorni skończywszy. Tę różnorodność instrumentów zawdzięcza Czesław swym przyjaciołom, którzy wraz z nim kończyli szkołę muzyczną Royal Danish Music Academy w Kopenhadze i spontanicznie dodawali swoje pomysły do tego, co wymyślił Mozil. Myślę, że samego typu muzyki nie da się zdefiniować, ani zaszufladkować i dobrze, bo widać wyraźnie, że Czesław za nikim nie goni, nikogo nie naśladuje, a jedynie robi swoje. Warto wspomnieć jeszcze o samym wydawnictwie, opatrzonym rysunkami Jaśminy Parkity, które całkowicie oddają klimat „Debiutu” zawierającego – jak mówi Czesław – „bajki dla dorosłych”. Z całą pewnością Czesław Śpiewa jest jednym z tych artystów, których albo się kocha albo nienawidzi, ale nigdy nie przechodzi obojętnie. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy.
Marta Szymanek
|